Start / Aktualności / Gadowskie Holendry (cz. 2)

Kalendarium wydarzeń

Sierpień 2017 Wrzesień 2017 Październik 2017
Po Wt Śr Cz Pi So Ni
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
Dom Kultury +
Kadra Kultury

Newsletter

Gadowskie Holendry (cz. 2)

2015_gad_hol_016

Historię Gadowskich Holendrów tworzą ludzie, którzy przybyli tu z różnych stron i ci, którzy na tej ziemi się urodzili. O tym, jak zmieniało się to miejsce i o swoim życiu tutaj opowiadają mieszkańcy.

 

A gdy już nie było olędrów

Po II wojnie światowej olędrzy wyznania ewangelickiego zostali zmuszeni do opuszczenia swoich siedlisk. Wsie olęderskie uległy częściowemu wyludnieniu. Niektóre został zasiedlone repatriantami zza Bugu.  

Tak też było w Gadowskich Holendrach. Repatriantów ze wschodu rozlokowano przede wszystkim w Gadowskich Holendrach Starych. Do dziś zostało tu tylko kilka osób.

Jaki był ten czas dla mieszkańców wsi? Ciężki, ale piękny. Taki obraz rysuje się ze wspomnień najstarszych mieszkańców Gadowskich Holendrów.

Teresa Bazela (rocznik 1928) z Gadowskich Holendrów-Paluszka:

Wyszłam za mąż w roku 1946. Po ślubie zamieszkałam z mężem na Gadowskich Holendrach. Teściowie zbudowali dom w roku 1932. Prowadzili sklep kolonialny i rzeźnictwo. Pomagaliśmy teściom w rzeźnictwie. W tamtym czasie okna sklepu był okratowane, a w drzwiach potężne sztaby, przed bandami, które krążyły po okolicy po wojnie i okradały. W pierwszym roku uprawy z kilku ha zboża zebraliśmy 1 m mąki.

Ciężkie lata dla nas na Paluszku to był okres powojenny. Tu w latach 50. i 60. mieszkało dużo ludzi, dzieci tu było wiele. Częściej się spotykaliśmy. Przed każdym domem była ławka. Na przechodzących się czekało, a oni nie spieszyli się, tylko siadali na niej. A w niedzielę ludzie się schodzili w jedno miejsce. Bardzo często były potańcówki, zabawy, przy byle okazji: na ostatki, karnawał, na len (były takie lata, gdy całe Gadowskie kontraktowały len).

Kłopotem zawsze tu był dojazd. Do Tuliszkowa i Konina trzeba było jeździć po towar do sklepu. A utargi co drugi dzień musiałam zawozić do Tuliszkowa. Ale atmosfera był lepsza. Mieliśmy dla siebie więcej czasu i szacunku. Jak pojawiły się telewizory, to u nas mało kto miał, więc wszyscy spotykali się jednego. Dzisiaj gdyby się spotkali w jednym domu, to już na początku, pokłóciliby się o to, co kto chce oglądać.

 

Ślub w Gadowskich Holendrach (zdj. z archiwum Wieczorkiewiczów)

 

Janina Matysiak (rocznik 1928) z Gadowskich Holendrów Starych:

Wojnę pamiętam niewiele. Pasłam krowy u Niemki. Kiedy podczas wojny zniszczono nam gospodarstwo w Gadowie, dostaliśmy ziemię w Gadowskich Holendrach. Jak przyszliśmy na nowe miejsce, to nie było nic. Była nas dziesiątka dzieci. Pracowaliśmy po gospodarzach żeby zarobić na buty, sukienki. Zbieraliśmy z pól pozostawione kłosy, potem je wiązaliśmy i młóciliśmy. Zbieraliśmy również grzyby, duże gruszki, które były suszone na zupę.

Najtrudniejsze to były te lata zaraz po wojnie. W gospodarstwie nie było konia, więc pożyczając go, trzeba było odrabiać innym. Ale wtedy każdy liczył się z innym, a dzisiaj ludzie bardziej samodzielni, ale też bardziej samolubni.

 

Szkolenie pielęgniarek w budynku mleczarni w Gadowskich Holendrach, 1940-1941 r. (zdj. z archiwum Wieczorkiewiczów)

 

Władysława (rocznik 1941) i Stanisław (rocznik 1938) Wieczorkiewiczowie z Gadowskich Holendrów Nowych:

Stanisław: Najtrudniejszy to był czas obowiązkowych dostaw. Dla gospodarzy to była udręka. Obrodziło czy nie - trzeba było oddać. Ale mieszkanie na Gadowskich dobrze wspominamy. Dobrze się nam tu żyło. Jak były prace polowe, to do kopania schodziło się nieraz i 15 sąsiadów.

Władysława: Były tu szkoła (7 klas), młyn, mleczarnia, sklep. Remiza, w której często były zabawy, właściwie co niedzielę. Były biletowane. Mieliśmy stałych muzykantów, często z naszej wsi. Zezwolenia z gminy, podpisywane przez milicję. No i przedstawienia przygotowywane przez mieszkańców, społecznie. Działało tu Koło Gospodyń Wiejskich.
Stanisław: Pamiętam, jak budowaliśmy remizę. Byłem wtedy prezesem OSP. Pustaki robiliśmy na miejscu, cegłę otrzymaliśmy z gminy, a drewno zebraliśmy od mieszkańców wsi. Majstrów opłacała gmina lub straż. Prawie wszyscy stawiali remizę, 3 lata.

 

Szkoła w Gadowskich Holendrach (zdj. z archiwum Wieczorkiewiczów)

 

2015_gad_hol_015

 

Czesława (rocznik 1944) i Jan (rocznik 1945) Górscy z Gadowskich Holendrów Starych: 

Czesława: Gospodarkę po rodzicach przejęliśmy w roku 1964. Budynki były drewniane. Nic nie mieliśmy. Najpierw więc były 2 krowy i świniak. Zamiast mebli woleliśmy kupić maneż (tzn. kierat), bo był bardziej potrzebny.
Jan: Pług i radło przywieźliśmy ze złomu i całą zimę naprawiałem. Spłacaliśmy gospodarstwo. Takie były czasy, że kura siedziała na jajkach, a myśmy już czekali żeby zanieść do sklepu i wymienić na cukier. Ziemia mało rodziła. Wszystko robiliśmy sami, ja pracowałem przy murarce, a żona na gospodarce.
Czesława: Ciężko było gdy były obowiązkowe dostawy. Zabierali wszystko. U nas po wsi chodziły tzw. trójki, które szukały zboża i mąki, żywca, kartofli. Chowaliśmy przed nimi pod podłogą, na strychu, gdzie się dało.
Jan: Najlepsze dla nas lata to okres Gierka. Odetchnęliśmy, za kredyt kupiliśmy maszyny, poprawiliśmy gospodarkę.
Czesława: Był czas w Gadowskich kiedy wszyscy stróżowali wedle ognia. Chodziło się po wsi, wokół budynków i pilnowało czy nikt nie podkłada ognia. Później wieś miała jednego stróża, którego opłacała.

 

Żniwa, lata 60. (zdj. z archiwum Wieczorkiewiczów)

 

Kto dzisiaj mieszka w Gadowskich Holendrach?

Bywa, że cały świat mieści się w jednej miejscowości, kawałku pola, w jednym domu, czy w jednej osobie. Bywa. Czy to jednak znaczy, że wszystko, co poza nim, jest nieznane, obce czy wręcz wrogie? Nie. Ale nie jest najważniejsze.

W Gadowskich Holendrach jest obecnie prawie 100 gospodarstw. Mieszkają 202 osoby: 92 kobiety i 110 mężczyzn. Największą grupę stanowią osoby w przedziale wiekowym 19-30 (18 kobiet i 27 mężczyzn), następnie 31-40 (9 kobiet i 21 mężczyzn). Sporą grupę stanowią 50- i 60-latkowie (13 kobiet i 14 mężczyzn). Ale też osoby do 18 roku życia, stanowią prawie 1/5 społeczności (43 osoby - 21 kobiet i 22 mężczyzn), w tym najmłodszych w wieku 1-5 jest 14 osób (10 dziewcząt i 4 chłopców). Mamy też ośmioro w wieku 81-90 (7 kobiet i 1 mężczyzna). Dla wielu spośród nich ta wieś jest całym światem.

 

2015_gad_hol_014

 

Znikające ślady przeszłości

Żyją na ziemi, która ma swoją historię, ludzi, którzy ją oswajali dla siebie i po części dla nich. To przestrzeń żelaznych domów.

Darniowa ruda żelaza to najbardziej oryginalny budulec ścian i fundamentów wyróżniający budownictwo z tego terenu. Charakterystyczne rude plamy w białych obwódkach zaprawy wapiennej można jeszcze zobaczyć w Gadowskich Holendrach.

Najstarsi mieszkańcy Gadowskich Holendrów pamiętają jeszcze dom modlitwy, który zlokalizowany był przy drodze prowadzącej do Sarbicka. A pozostałości cmentarza ewangelicko-augsburskiego, założonego w pierwszej połowie XIX w., znajdują się w Gadowskich Holendrach, 70 m na wschód od drogi Gadowskie Holendry - Gadów.

W Gadowskich Holendrach był duży tartak, młyn, sklep, mleczarnia, szkoła, remiza strażacka. Dzisiaj z tych obiektów działa jedynie strażnica wybudowana w latach 1964-1967.

 

Fragment mapy wojskowej Tuliszkowa i okolic z 1935 roku (ze zbiorów Marka Bucikiewicza)

 

Coraz aktywniejsi

Było też więcej mieszkańców. Dzisiaj jest ich zdecydowanie mniej. Ale wśród nich są tacy, którzy nie zamierzają stąd uciekać. Próbują nadal żyć z ziemi, a właściwie żyć ziemią.

Jedni łączą pracę w firmach z rolnictwem, inni wyjeżdżają do pracy w różne zakątki kraju, Europy, innych kontynentów.

Ważne jest to, że młodzi, którzy z różnych powodów tu wciąż mieszkają chcą sprawić, żeby życie w Gadowskich Holendrach było lepsze. Angażują się w działalność społeczną. Zawsze bardzo aktywna był w Gadowskich Holendrach Ochotnicza Straż Pożarna.

Dzisiaj na jej czele stoją młodzi ludzie. Remontują budynek, dbają o otoczenie, organizują festyny i zabawy. Z sukcesami startują w gminnych zawodach sportowo-pożarniczych. Starają się o wyposażenie i umundurowanie oraz o nowy samochód.

Aktywniejsza też jest Rada Sołecka, która od tego roku dysponuje funduszem sołeckim i samodzielnie decyduje o podejmowanych inwestycjach na swoim terenie. Docenieniem tej aktywności są inwestycje wykonane przez tuliszkowski samorząd na terenie miejscowości, między innymi oświetlenie drogowe (rok 2010) i droga asfaltowa (rok 2015) na Paluszku czy wsparcie miejscowej OSP w staraniach o nowy samochód i przy remoncie strażnicy.

Wyrazem aktywności mieszkańców Gadowskich Holendrów jest też podjęcie się organizacji Gminno-Parafialnych Dożynek, które po raz pierwszy odbędą się we wsi. Przy okazji dożynek miejscowa OSP obchodzi 70. rocznicę powstania.

Z pewnością to miejsce nie jest krainą mlekiem i miodem płynącą. Ale warto tu żyć.

 

2015_gad_hol_012

 

 

Wykorzystano materiały Lokalnej Organizacji Turystycznej Puszcza Pyzdrska pochodzące z publikacji znajdujących się na jej stronie internetowej, m.in. „Olęderskie dziedzictwo” i „Kroniki Wielkopolski”.

Opracowanie: Mirosław Rojek

Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Tuliszkowie
ul. Buczka 2
62-740 Tuliszków
tel. 63 27 93 170
biuro@mgok-tuliszkow.pl

Stworzony przez Rabanet: Strony www i pozycjonowanie